Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 28 listopada 2017

PRZYPADEK EGZORCYZMU NA ROSARIO P.

Według „Rituale Romanum” opętanie oznacza, że diabeł obejmuje w posiadanie ciało jakiegoś człowieka i tak potrafi nim dyrygować, jak gdyby było jego - on sam nie posiada przecież ciała. Ale oznacza to również, że przez to ciało diabeł potrafi działać i rozmawiać z nami.
(Adolf Rodewyk SJ)

Rosario V., w wieku piętnastu lat, idąc za swymi dziwnymi skłonnościami, zaczął prowadzić seanse spirytystyczne. Razem z innymi tworzył krąg, łącząc palce dłoni. W centrum stawiano świece i rozdawano kartki, na których widniały litery alfabetu. Za ich pomocą uzyskiwano odpowiedzi od przywoływanych duchów. Rosario, który aż przez siedem lat żył spirytyzmem, w pewnym momencie zaczął drżeć, wibrować, odczuwać „w sobie kogoś innego, kto nim zawładnął”. „Czasami mówił obcymi językami, (...) naliczył ich siedem, a znał tylko włoski”. Nie mógł zbliżać się do kościołów, ponieważ czuł jakąś odrazę i był zmuszony uciekać. Obrazy święte i krucyfiks sprawiały mu ból. Kiedyś wyrzucił jeden przez okno. 

Przypadkiem poznał człowieka bardzo religijnego, który zaproponował mu pielgrzymkę do San Vittorino w Rzymie, do brata Gino, zakonnika powszechnie znanego ze swej dobroci (mówi się, że miał stygmaty). Udał się tam, ale podróż była dla niego prawdziwą męką Otrzymał przestrogę: kiedy niemal nieświadomie znalazł się z suszarką do włosów w ręce i nogami w bidecie, nastąpiło zwarcie. W cudowny sposób wyszedł z tego bez żadnego uszczerbku. Spacerując po Rzymie, został zaprowadzony przez przyjaciół na Święte Schody, ale w żaden sposób nie był w stanie na nie wejść. 

„Musieli mnie zanieść na rękach aż na samą górę do świętego medalionu z krwią Jezusa. Byłem całkowicie usztywniony, jakbym był kawałkiem marmuru. Miałem go pocałować, ale nie byłem w stanie. (...) U brata Gino było jeszcze gorzej. (...) Przez całą ceremonię (mszę) czułem wywołujący mdłości odór dwutlenku siarki. W miarę jak zbliżał się Sanctus, zacząłem wydawać jakby pomruki. Próbowali je nagrać, ale kaseta się zepsuła. Kiedy doszło do konsekracji, wydałem jakiś zwierzęcy ryk i zostałem wyniesiony z kościoła (...). Gdy znalazłem się przed bratem Gino, powiedział mi: «Wreszcie przyszedłeś!» i położył na mnie ręce. Razem odmówiliśmy Zdrowaś Maryjo. Wyszedłem stamtąd całkowicie uwolniony, a brat Gino powiedział mi później, że wyszło ze mnie pięć złych duchów. Całe usta miałem w pianie”.

Źródło: Pasquale Colucci, Gdy duchy przychodzą... Kontakty ze światem pozagrobowym,
Wyd. Księży Sercanów, Kraków 2006, ss. 204-205.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz