Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 14 listopada 2017

RÓŻANIEC CHRONI OD PIEKŁA

I w godzinie śmierci naszej — tak niebezpiecznej, gdy nasze siły są wyczerpane, gdy nasze dusze i ciała przeszywane są cierpieniem i trwogą; w godzinie naszej śmierci, kiedy szatan podwaja swe wysiłki, aby nas zgubić na zawsze; w owej godzinie, która zadecyduje o naszym losie na całą wieczność, gdzie czeka nas szczęście albo nieszczęście... Módl się za nami.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Matka Boska
z Dzieciątkiem
z klasztoru Klarysek
w Krakowie
Pewien pobożny kapłan opowiada następujące zdarzenie.

Raz wieczór w roku 1856 zawołano mię do chorej. Skoro tylko usłyszałem, dokąd mam zdążać, smutek i odraza napełniły moje serce, bo gdyby nie święta powinność mojego stanu, nigdy bym nie przestąpił progu tej lekkomyślnej, a znanej z gorszącego nieczystością życia dziewczyny. Skoro przybyłem do umierającej, zobaczyłem wprawdzie oznaki skruchy, lecz chora tak zawikłanie wszystko mówiła, że tylko z trudnością udało mi się nakłonić ją do spowiedzi.

Odwiedziłem ją jeszcze kilka razy, aż pewnego dnia nadchodzą już ostatnie chwile, chora rozpoczyna konać. Twarz jej zsiniała, oczy w słup, włosy stanęły jej na głowie, a z ust tylko te słowa wyrzekła:

— Jestem potępiona, potępiona na wieki!

Zbladłem i ja i obecni, ale mówię przecież do niej:

— Mówże choć: Jezus, Maryja!

Lecz ona na to:

— Ach gdybym to mogła, byłabym uratowaną.

I w tejże chwili, jakby się przed kimś obronić chciała, rękami zaczyna wywijać i krzyczeć:

— Już mię szatani zabierają.

Łzy mi stanęły w oczach i myślałem, jak by jej dopomóc. Kropię wodą święconą, nic nie pomaga. Nareszcie padam na kolana i razem z obecnymi rozpoczynam różaniec. Wtem chora uspokoiła się. Widząc, że to pomaga, modlimy się coraz goręcej. Po różańcu idę do chorej i pytam się: 

— Czyś spokojniejsza?
— Tak, Ojcze — odrzekła.
— Mówże więc ze mną: Jezus.

A ona po cichu odpowiada:

— Maryja.

Pytam:

— Więc czy już cię szatani opuścili?

Odpowiada, potakując.

Wtenczas jeszcze modlimy się dalej, a chora już w ostatnim osłabieniu, powtarza ciągle:

— Jezus, Maryja.

Wkrótce spokojnie umarła.

Przykład ten uczy nas, jak źle jest nawrócenie odkładać na ostatnią chwilę życia, i jak zbawienną jest rzeczą przy umierających odmawiać różaniec, który nawet w ostatniej chwili może wyratować od pewnej zguby na wieki.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego
(przykłady na październik), ss. 184-185.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz