Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 23 listopada 2017

UZDROWIENIE ALFREDA AUBERTA – LOURDES 1897

Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj! Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy; do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole. Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!
(antyfona Salve Regina)

Rafael Santi,
Madonna di Granduca, 1504
Alfred Aubert był grabarzem w Moulins-Engilbert we Francji. Pewnego dnia bania z kwasem saletrzanym wymknęła mu się z rąk i rozbiła się na podłodze, przy czym płyn rozpryskując się na wszystkie strony dosięgnął jego oczu. Z początku ślepota Alfreda nie była zupełna, lecz po osiemnastu miesiącach oko prawe wypłynęło zupełnie, a i na lewe Alfred nie widział nic.

Wyczerpawszy wszystkie materialne zasoby swoje, a pragnąc mimo swego kalectwa zarabiać na życie dla żony i dzieci, Aubert postanowił zostać wędrownym śpiewakiem i przez lat czternaście istotnie przebiegał jako taki południowe okolice Francji.

Na pięć lat przed swoim uzdrowieniem Aubert zapoznał się z ks. Le Guillou, proboszczem w Blandy-les-Tours, który niewidomego nakłonił do osiedlenia się w jego parafii i odtąd wspierał go stale. Wreszcie widząc głęboką pobożność Auberta zaproponował mu, by z wielką ufnością odbył pielgrzymkę do Lourdes, z prośbą do Matki Najświętszej Niepokalanej o przywrócenie wzroku. Dostarczył mu też wraz z innymi miłosiernymi osobami środków na tę podróż.

Przybywszy do Lourdes w piątek dnia 20 sierpnia 1897 roku, Aubert tegoż dnia przed południem zanurzył się po raz pierwszy w cudownej wodzie i doznał silnego wstrząśnienia połączonego z uczuciem, jak gdyby obręcz ściskała mu głowę.

Nazajutrz niewidomy między ósmą a dziewiątą godziną wysłuchał Mszy św. w grocie i przystąpił do stołu Pańskiego. Potem modlił się długo, podłożywszy sobie dla większego umartwienia swój kij pod kolana, a gdy mu już sił zabrakło i chciał wstać, zdawało mu się, że ujrzał w obłoku jakieś kształty, w których rozpoznał po chwili białą postać Najświętszej Panny. Z każdą chwilą widział coraz wyraźniej statuę Niepokalanej Dziewicy w głębi groty... Zwracając się potem na prawo i na lewo zdumiał się, że widzi wszystko, co go otacza. — Nie wiedziałem, gdzie jestem i co się ze mną dzieje, — opowiadał później — ani nie mogłem początkowo zdać sobie sprawy z tego, iż rzeczywiście widziałem ludzi, drzewa, góry, doliny...

Wreszcie obudził się jakby ze snu i ukląkłszy nad rzeką Gave zaczął się modlić, zalewając się ciągle łzami radości i wdzięczności...

Towarzysze pielgrzymki, którzy jeszcze przed godziną widzieli go ślepym, powitali go okrzykami radosnego zdziwienia, a sam Aubert z rozrzewnienia znowu się rozpłakał. Uzdrowienie przewyższyło wszelkie jego najśmielsze oczekiwania. — Prosiłem Najświętszą Pannę, — opowiadał później — abym tylko mógł sam bez niczyjej pomocy chodzić, a tymczasem teraz widzę zupełnie dobrze. Matka Boża dała mi przeto daleko więcej, niżeli to, o co błagałem.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami spośród uzdrowień lourdskich,
Kraków 1937, ss. 120-121.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz